Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyliczanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyliczanki. Pokaż wszystkie posty
Słońce słabiej grzeje, dzień coraz krótszy, na ciepłe romantyczne noce też już nie ma co liczyć. I za co tu lubić wrzesień? Młodzież w wieku szkolnym na starcie skreśli ten post, bo szkoła. Zatem co fajnego jest we wrześniu?
   


      1. Polska złota jesień
      Kolorowe liście, które przykrywają ścieżki, wszędzie rozlana złota barwa. Przecież to jest jeden z najpiękniejszych widoków (zaraz obok zakwitających drzew, różowych zachodów, i ośnieżonych pól). Taka pogoda zdecydowanie nastraja do spacerów. Można tak jak w filmach rzucać się i tarzać w tych opadłych liściach, aczkolwiek, ja nigdy tego nie próbowałam. Może to rzeczywiście fajne, takie śmieszkowe. Ludzie na filmach zawsze są wtedy szczęśliwi, więc chyba trzeba tego spróbować.  No i nie zapominajmy, że tak jak latem sesje robiło się w zbożu, tak jesienią robi się w liściach.
      

      2.     Brak upałów
To za co nienawidzę lata, a inni je kochają – słońce, wysoka temperatura, ludzie półnadzy. Sama nie znoszę wysokich temperatur. Przed nimi nie można się ukryć nawet w domu, który nagrzewa się i przypomina saunę. Zawsze mam także ważniejsze wydatki niż wiatraczek. Na szczęście wraz z nastaniem września już go nie potrzebuję. Wrześniowe słońce jest dla mnie tym najlepszym, najodpowiedniejszym. Grzeje, ale nie za mocno.
      


          3.   Sweather weather – sweterkowa pogoda
      Nie lubię się negliżować nawet w upały (oczywiście nie chodziłam w swetrach latem, bez przesady). Za to lubię swetry, sweterki, a jesień to właśnie czas, kiedy można powoli wyciągać je z ciemnych zakamarków szuflad, gdzie cisnęliśmy je, kiedy nastały pierwsze ciepełka. Co jest fajnego w swetrach? Są milusie (oprócz tych gryzących!), można się nimi opatulić i poczuć bezpiecznie, prawie jak w ramionach ukochanego (żart, bo w sumie nie wiem, jak to jest)



      4.    Zapach zbliżającej się jesieni
Hej, czy wy też uważacie, że każda pora roku ma swój zapach? Oczywiście, kiedy byłam w wieku szkolnym, zbliżający się wrześniowy zapach mnie niepokoił. A od kiedy skończyłam szkołę, uważam, że jest naprawdę cudowny. Ale uwaga: zapach początku września jest odmienny od zapachu jesieni. Ta druga pachnie dymem i zapowiada szarą jesień (która dla mnie także bywa fajna <no, chyba że pada deszcz, a tobie puszą się włosy od, chociażby odrobiny wilgoci>).
     

      5.    Na grzyby!
Właaaśnie! Jesień to czas, kiedy chodzi się na grzyby. Nie jest to łatwe zadanie i wszyscy ci, którzy mówią, że: tak, grzybobranie zdecydowanie uspokaja i relaksuje, są podejrzani. A gdzieżby! Grzybobranie to rywalizacja! To wyścig o to, kto zbierze najwięcej (jadalnych!) grzybów. A co ze stresem? O rany, jak ja się frustrowałam, kiedy chodziłam po lesie, wytężałam wzrok i kiedy już myślałam, że to grzyb, okazywało się, że to liść albo szyszka. Ale kiedy już zejdzie z ciebie presja, że udało Ci się znaleźć ten pierwszy okaz, dostrzegasz, że to las, natura, i że żyjesz w harmonii z przyrodą niczym jeden i drugi Boryna z „Chłopów”. A później znów chodzisz 10 minut i nic nie ma i myślisz: koniec, już nic nie znajdę, zostanę grzybowym frajerem z jednym grzybkiem na koncie. I znajdujesz małego podgrzybka i schemat się powtarza. Ale dla tych kilku sekund chwały, kiedy mówisz: „o mam, znalazłem/znalazłam!”, warto chodzić na grzyby.

Więcej powodów nie wymyślę. Za to, jeśli Wy macie jakieś powody, za które lubicie wrzesień, to koniecznie napiszcie. Ja lubię jesień, ale nikogo nie nakłonię, żeby też ją polubił, bo tak jak ja nie lubię lata, tak inni mogą nie lubić jesieni i trzeba to szanować. Ogólnie trzeba się bardzo szanować, bo szacunek to podstawa koegzystencji ludzkiej, pamiętajcie o tym J


Ps. Myślę, że pointą z tego posta jest to, że trzeba się szanować. Więc zawsze warto czytać wszystko do końca!

Wrzesień. Nowy rok szkolny. A wraz z nim setki, tysiące, dziesiątki tysięcy uczniów, których łączy jedno słowo przyprawiające o przyspieszony puls i zimny pot: MATURA. Egzamin, który w ciągu całego szkolnego życia, raz po raz przewijał się w najgorszych koszmarach i godzinnych (no dobra, pięciominutowych) kazaniach nauczycieli o negatywnym, końcowym rezultacie nieuctwa. Dla jednych przepustka do lepszego życia, dla drugich wojna, z której mogą nie wyjść cało. Korzystając ze swojego doświadczenia, które nabyłam w zeszłym roku szkolnym (moim ostatnim- sad:( ), przedstawiam Wam porady: JAK MIEĆ MATURĘ I NIE ZWARIOWAĆ. 





1. Zacznij się uczyć z odpowiednim wyprzedzeniem.
Przede wszystkim przestań się łudzić, że przygotowania do egzaminu zaczniesz już we wrześniu. Nie ma sensu niepotrzebnie obarczać się poczuciem winy i katować wyrzutami sumienia. Zapewniam Cię, że na głowie będziesz miał tysiące innych problemów takich jak: studniówka, studniówka,  jeszcze raz studniówka, globalne ocieplenie i głód na świecie. Nie mniej jednak, warto sprawdzić terminarz, kiedy nastąpi sądny dzień i wyznaczyć w kalendarzu odpowiednią datę zaznaczoną na czerwono z napisem: deadline. Wtedy to grzecznie bierzesz książki i zakuwasz. I nie ma, że boli. Najlepszym czasem zwykle są: ,,po studniówce", ferie, albo na przykład tydzień przed maturą.

2. Pokazuj innym swoje postępy
Przeczytałeś pierwsze zdanie podręcznika? Zaznajomiłeś się z datą wydania Twojego nowego przyjaciela- vademecum? Świetnie! Pamiętaj, żeby wrzucić na instagrama zdjęcie repetytorium, bądź innego atrybutu maturzysty pokazując, jak ciężko się uczysz. Nie możesz zapomnieć o stosownych hasztagach: #maturatobzdura, #study, #takbardzosieniechce, #nauka, #exam. W ten sposób na pewno zmobilizujesz do nauki niejednego kolegę.

3.Koncentracja
Kiedy już poczujesz w sobie tę moc ( stosowne jest zanucenie w tym momencie tej piosenki) i będziesz miał zamiar się pouczyć, pozbądź się rozpraszaczy. Posprzątaj dom, umyj okna w całym mieszkaniu, pomaluj ściany i koniecznie zrób porządek w mejlach. Wszystko zrobione? Teraz już śmiało możesz  się iść uczyć, będąc pewnym, że nic Cię już nie rozproszy. No, chyba że nowy kolor ścian będzie tak niesamowity, że będziesz się w niego cały czas wpatrywał. 

4.  Mam maturę, mam prawo!
Mama prosi Cię o zrobienie zakupów? Powiedz, że w tym roku masz maturę. Tata chce, żebyś pomógł mu posprzątać garaż? Ok, ale masz tyle nauki i jeśli chcecie mieć czysty garaż za cenę niezdanej matury to proszę bardzo!
Nigdy nie będziesz bardziej pobłażliwie traktowany w obowiązkach domowych jak w klasie maturalnej, więc wykorzystaj to!

5.Czas na relaks
Zakuwasz już od kwadransa? To oczywiste, że należy Ci się przerwa. Pamiętaj, że nie samą nauką żyje człowiek. Świat nie runie, jeśli pójdziesz na imprezę w piątek, sobotę i niedzielę. 

6. Trochę sportu
Pamiętaj, żeby pomiędzy nauką robić przerwy na aktywność fizyczną. Godzina nauki, maraton, triathlon, medal na igrzyskach olimpijskich i znów można wrócić do podręczników. 

7. Odpowiednie odżywianie i nawodnienie.
W okresie wzmożonego wysiłku intelektualnego młody organizm potrzebuje dostatecznej ilości witamin i w ogóle jedzenia, dużo, dużo. Ponieważ wielce prawdopodobne jest, że już po 5 minutach nauki zrobisz się głodny, albo będzie Ci się chciało pić, zaopatrz się ulubione dania i przekąski: pizza, chipsy, żelki, frytki, kebab, cola i jedno jabłko. Pamiętaj, żeby nie przesadzać z owocami, bo  nadmierna ilość fruktozy może szkodzić. 

8. Spokój
Do matury został jednej dzień, a ty ciągle jeszcze nie zacząłeś się uczyć? Daj spokój i tak już nic nie zrobisz. Po prostu wrzuć na luz. 


Tak na serio: matura jest przereklamowana i nie ma sensu się nią aż tak bardzo przejmować :)
A jakie Wy mieliście/ macie sposoby, żeby przetrwać klasę maturalną? 
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Blogger templates